Polish Afrikaans Albanian Arabic Armenian Azerbaijani Basque Belarusian Bulgarian Catalan Chinese (Simplified) Chinese (Traditional) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Filipino Finnish French Georgian German Greek Hebrew Hindi Hungarian Icelandic Indonesian Irish Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Macedonian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Slovak Slovenian Spanish Swahili Swedish Turkish Ukrainian Vietnamese Welsh

OSDonate

Podoba Ci się nasza strona? Postaw nam piwo! :)

Kwota:

Samodzielne wejście w świat przygody z modelarstwem R/C często nie bywa łatwe. Dobrze więc jest mieć pod ręką kogoś kto zdobył już nieco doświadczenia. Przykładem takiego „lżejszego” startu jest przypadek kolegi Daniela.

Zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy Daniel zapukał do mnie z wielkim pudłem z modelem BeltCP w ręku. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś sklep internetowy pomylił klientów, dopiero słowa „cześć sąsiad, podobno trochę latasz” rozwiały wszelkie wątpliwości. Po kliku sesjach pogaduszek, zainstalowaniu i skonfigurowaniu symulatora R/C i pierwszych ćwiczeniach Daniel zdecydował odstawić póki co śmigłowiec na półkę i zająć się czymś, co potencjalnie, w fazie nauki, mogło przynieść nieco mniej rozczarowań i nieprzewidzianych wydatków. I tak oto, po przystępnej cenie, stał się wkrótce posiadaczem używanego modelu Multiplex MiniMag (moich propozycji było kilka: elektroszybowiec, trenerek górnopłat, górnopłat z napędem pchającym; wszystkie z naciskiem na piankę). Model był już wyposażony, pozostało zaadaptować do niego radio z poczciwego Belta, ustawić wychylenia, środek ciężkości oraz dokonać ogólnego przeglądu. A potem… czekać na pogodę…

Z tą pogodą idealnie nie było, wiosna w tym roku przyszła wyjątkowo późno. Po okresie niecierpliwego oczekiwania w końcu nastał dzień względnie ciepły i z umiarkowanym wiatrem. Daniel zdecydował, że dłużej nie będziemy czekać i udaliśmy się na lotnisko. Jako, że dla mnie był to start sezonu, zabrałem ze sobą poczciwego Multiplex Parkmastera – ten model wiernie służy mi jako „przedskoczek” na rozgrzewkę w trakcie oblotów. Nie inaczej było i tym razem. Po wylataniu jednego pakietu (właściwie pół lub ćwierć pakietu, bo niestety po zimie moje pakiety można powiedzieć już nie istnieją) nie było na co czekać – na pasie ustawiliśmy MiniMag’a. Start odbył się bez problemów, co prawda model potrzebował sporej korekty trymerem wysokości, ale poza tym, od samego początku całkiem nieźle radził sobie ze sporym jak na taki model wiaterkiem (ok. 5m/s).

Po wytrymowaniu modelu wylądowałem i w zasadzie z uwagi na wiatr na tym powinniśmy zakończyć. Powiedziałem Danielowi, że jak na naukę wieje zbyt mocno i ja bym nie radził próbować (chociaż ze skruchą przyznam, że nadmieniłem też, że rozumiem, że się niecierpliwi, bo też to przeżywałem i jeśli o mnie chodzi to przeważnie tak już robię, że jak przyjeżdżam latać to latam, chociaż tego nie polecam). Koniec końców wygrała gorąca głowa. Co prawda nie pozwoliłem Danielowi wystartować, ale w locie oddałem mu prawy drążek (Mode2), żeby spróbował jak reaguje model. Dwie takie próby zakończyły się oddaniem drążka w troszkę bardziej nerwowej sytuacji, za trzecim razem coś poszło nie tak, w ostatniej fazie przejąłem aparaturę, ale nie zdążyłem już wyprowadzić modelu i poczciwy MiniMag z impetem uderzył w podmokłą łąkę, jakieś dwa metry od asfaltowego pasa. Szczęśliwie jedynym uszkodzeniem był czysto pęknięty płat i już następnego dnia o 8:00 rano miałem telefon od Daniela, że model zrobiony i czekamy na pogodę.

Dwa dni później wiatr był już trochę mniejszy (chociaż jego kierunek pozostawiał sporo do życzenia – byliśmy zmuszeni startować pod słońce) i spróbowaliśmy ponownie. Pierwszy lot wykonałem samodzielnie w celu sprawdzenia modelu. Po krótkim instruktarzu co do siły wychyleń drążków i zachowania modelu w zakręcie lotkami kolejne trzy loty Daniel odbył SAMODZIELNIE, poczynając od startu z ziemi, poprzez kilka kręgów na sporej wysokości, na lądowaniu kończąc! Sprawy nie ułatwił problem z kablami serw i regulatora, które lekko wypięły się z odbiornika przez co pojawiły się problemy z wyłączającym się silnikiem i krótkotrwałą utratą zasięgu. Było to następstwo uderzenia z dnia poprzedniego, czego zawczasu nie zdiagnozowaliśmy. Tak czy inaczej problemy okazały się tylko dodatkowym smaczkiem, a mina dorosłego faceta cieszącego się jak dziecko dała mi ogromną satysfakcję. Kilka lat temu to ja się tak cieszyłem i tym bardziej było mi miło, że mogłem pomóc „nowemu” zacząć piękną przygodę z lataniem… Gratulacje Daniel i tyle samo startów i lądowań!

Rozgrzewkowy lot - MPX ParkMaster 3D:

MPX MiniMag - oblot:

MPX MiniMag - pierwsze loty Daniela:

Publikowane tutaj materiały i zdjęcia stanowią własność ich autorów, nie mogą być kopiowane oraz wykorzystywane bez ich zgody.
Strona niekomercyjna.