Polish Afrikaans Albanian Arabic Armenian Azerbaijani Basque Belarusian Bulgarian Catalan Chinese (Simplified) Chinese (Traditional) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Filipino Finnish French Georgian German Greek Hebrew Hindi Hungarian Icelandic Indonesian Irish Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Macedonian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Slovak Slovenian Spanish Swahili Swedish Turkish Ukrainian Vietnamese Welsh

OSDonate

Podoba Ci się nasza strona? Postaw nam piwo! :)

Kwota

Pomysły własnoręcznego zbudowania nadajnika są stare jak świat (odkąd istnieje RC) i cyklicznie wracają towarzysząc nowym pokoleniom sprzętu nadawczego i kolejnym pokoleniom modelarzy. Tego typu projekty, publikowane w przeszłości w literaturze i czasopismach modelarskich, a w dzisiejszych czasach w Internecie, zwykle cieszą się dużym zainteresowaniem, jednak rzadko kto zabiera się do ich realizacji, a jeszcze mniej osób doprowadza je do końca. Ja mam już na koncie jeden nadajnik na pasmo 27Mhz zbudowany własnoręcznie przed laty, choć to był właśnie niedokończony projekt – zabrakło mechanizmów wykonawczych, a o serwomechanizmach nikt wtedy nie słyszał. Kolejne podejście po latach, już na bazie innej technologii, znalazło tym razem szczęśliwy finał.

Dobre kilka lat temu na forum AlexRC.com bardzo znany w środowisku modelarzy-elektroników Zbig, opublikował ciekawy projekt 7-kanałowego nadajnika procesorowego, wyposażonego w syntezę częstotliwości dla pasm 35/27 Mhz. Spotkało się to z dużym zainteresowaniem, rozgorzała nawet ciekawie nazwana dyskusja o dwuznacznym tytule – „tylko chory zrobi nadajnik”, jednak praktyczne zainteresowanie było umiarkowane, bo choć schematy i soft były do dyspozycji, to brak profesjonalnie zaprojektowanych płytek okazał się dla większości zainteresowanych przeszkodą trudną do pokonania. Projekt jednak powrócił po kilku latach, kiedy pojawiły się w kraju aparatury 2,4GHz, które wprawdzie posiadały całkiem sensowne odbiorniki i tory nadawcze w.cz, za to po stronie modulatora wyglądały bardzo biednie – możliwość sterowania jednym modelem, w bardziej zaawansowanej wersji programowane z PC-ta, ale też tylko dla jednego modelu. To była idealna okazja do połączenia części nadawczo-odbiorczej „made in China” z know-how Zbiga w postaci procesorowego modulatora z pamięcią modeli. W temat zaangażował się w tym czasie drugi kolega – Adam – zaprojektował płytkę, która wymiarami pasowała do standardowej chińskiej obudowy (producenci stosowali ją w wielu nadajnikach występujących pod różnymi markami). Zbig zmodernizował odpowiednio oprogramowanie (rezygnacja z części nadawczej, mocniejszy procesor, zwiększenie liczby kanałów, więcej pamięci modeli), i tak powstał bardzo zgrabny, kompletny projekt, który zawierał tym razem wszystkie niezbędne elementy, gwarantujące osiągniecie pomyślnego finału.

Przyznam szczerze, że z różnych względów samemu trudno byłoby mi wykonać część mikroprocesorową tego projektu, ale z pomocą przyszedł i kolega – niezawodny WojtekO, który akurat w tym czasie rozpoczął prace nad takim nadajnikiem, ale z jakichś względów nie pasowała mu obudowa. Odkupiłem więc zmontowaną płytkę modulatora z częściowo przerobioną obudową i kontynuowałem przeróbkę. Do zrobienia zostały drobne prace elektryczne związane z wymianą drążków, montaż modułu w.cz. oraz wykończenie obudowy. Jako dawca elementów posłużył mi nadajnik 2,4Ghz HK-T6A, producentem którego (a na pewno toru w.cz.) jest FlySky China. Aparatury tej firmy są sprzedawane w różnych wersjach pod wieloma markami – m.i. E-Sky, Turborix...

Po zamontowaniu wszystkich elementów nadajnik w środku wygląda jak niżej:

 

Płytka pośrednia wykonana przeze mnie zawiera m.i. dzielnik rezystorowy, dopasowujący sygnał PPM (5V) wychodzący z modulatora do logiki modułu w.cz (3,3V) oraz stabilizator napięcia 5V przez który jest zasilana płytka w.cz z pakietu (za wyłącznikiem zasilania). To rozwiązanie nie było konieczne, nie wiedziałem jaki prąd pobiera moduł nadawczy i dodałem ten element „na wszelki wypadek”. Teraz wiadomo, że pobierany prąd nie jest duży, można było w.cz. zasilić wprost ze stabilizatora 5V umieszczonego na płytce modulatora.

Tę płytkę wykorzystałem również do umieszczenia przycisku bindowania - wypada on dokładnie w miejscu gdzie w oryginale jest złącze do kabla USB. Ze względów estetycznych wkleiłem w tylną ściankę pierścień maskujący z otworem przez który można nacisnąć przycisk za pomocą małego popychacza fi5mm. Chociaż pozornie może się wydawać że nie jest to wygodne rozwiązanie - całkiem dobrze sprawdza się w praktyce, bindowanie nie jest operacją, którą wykonuje się co chwilę. Jednocześnie nie ma możliwości przypadkowego wciśnięcia tego przycisku w czasie lotu.

Dobrego pomysłu wymagało przeniesienie modułu w.cz. W tym wariancie kabel anteny nadawczej jest lutowany na stałe do płytki już po zainstalowaniu anteny w nadajniku. Przeniesienie wiązałoby się z odlutowaniem tego kabla. Nie dysponuję odpowiednio precyzyjnym sprzętem do operacji na tak małych polach lutowniczych (SMD), a jednocześnie chciałem zapewnić sobie możliwość łatwego „powrotu” modułu do nadajnika fabrycznego. Wiadomo też, że problemy z zasięgiem, które nieraz pojawiają się w chińskim sprzęcie, często wynikają z niestarannego lutowania tego kabla. Uznałem więc że to operacja zbyt ryzykowna i wymyśliłem „mechaniczne” rozwiązanie - po prostu cienką piłką przeciąłem tuleję z pierścieniami, na której montuje się obudowę anteny, przez tak zrobioną szczelinę (po wykręceniu wkrętów i usunięciu wewnętrznej prowadnicy kabla), można go po prostu wyjąć razem z płytką i anteną. Taką samą operację zrobiłem w „nadajniku-biorcy”, nacięcie jest zrobione od spodu, więc nie jest widoczne, szczególnie po przykręceniu anteny. Względy wytrzymałościowe nie mają tu żadnego znaczenia ze względu na niską masę anteny.

Sporo czasu zabrało mi znalezienie sposobu na estetyczne „wypuszczenie” przycisków programowania nad płytę czołową. Kłopot w tym miejscu polega na tym, że bardzo trudno w warunkach amatorskich zgrać otwory w płycie czołowej z położeniem przycisków na płytce drukowanej. Występuje tu kilka zależności - mocowanie płyty czołowej do obudowy, mocowanie płytki drukowanej do obudowy, precyzja wiercenia otworów w płycie czołowej, precyzja wykonania otworów pod przyciski na płytce drukowanej. Uzyskanie idealnej, równej szczeliny dla wszystkich klawiszy (przycisków) jest bardzo trudne. Ale i na to znalazłem radę. Otóż wystarczyło trochę powiększyć otwory i wykonać odpowiednią ilość tulejek maskujących. Otwór w tulejce odpowiada średnicy przycisku (mały luz), tulejka nałożona na przycisk (wcześniej posmarowana od dołu po obwodzie klejem) sama się pozycjonuje i przykrywa dokładnie szczeliny w płycie czołowej.

Kolejną czynnością była wymiana manipulatorów na lepsze drążki z nadajnika HK-T6A, które (o czym nawet nie wszyscy posiadacze tych aparatur wiedzą) posiadają regulację wysokości. Ponieważ ja lubię sterowanie palcami a nie kciukami, potrzebuję trochę dłuższych manipulatorów, dodatkowo później jeszcze je przedłużyłem o kilka milimetrów (nie pokazane na fotkach).

Najwięcej pracy przysporzyło umieszczenie włącznika zasilania. Najlepszym miejscem był wolny obszar pod zaczepem do zawieszania. W tym miejscu po precyzyjnym wycięciu otworu wkleiłem maskownicę oryginalnego wyłącznika, wcześniej znajdowała się ona we fragmencie obudowy który obecnie przykrywa płyta czołowa. Należało następnie wykonać trochę części, umożliwiających porządne zamocowanie włącznika od spodu obudowy. Ta praca okazała się dość mozolna, ale w efekcie wyłącznik jest posadowiony bardzo precyzyjnie, trudno się zorientować, że nie jest to rozwiązanie fabryczne.

Nadajnik jest zasilany pakietem LiPo 7,4V 1500mAh, udało się dobrać takie ogniwa, które na grubość mieszczą się w komorze baterii i można bez problem zamknąć pokrywę, ładowanie odbywa się przez złącze balancerowe po otwarciu pokrywy.

Z nadajnikiem współpracują dwa typy odbiorników: 8-kanałowy i bardziej kompaktowy 6-kanałowy. Jest to system „true diversity antenna”, oba posiadają odbiorniki satelitarne podłączane dość długim kablem, co umożliwia bardzo właściwe ułożenie anten praktycznie w każdym modelu. Nie wiedzieć czemu (być może z potrzeby redukcji kosztów) producent wprowadził jakiś czas temu wersję v2 z jedną (i to krótką) anteną, co skutkuje mniejszym zasięgiem i pewnością działania. Użyty przeze mnie moduł w.cz. pochodzi z wersji v1 i pracuje w systemie FHSS, mimo niskiej ceny okazał się on w praktyce lepszy niż znacznie droższe produkty markowych producentów.

Najważniejsze cechy nadajnika (a właściwie modulatora „Zbig designed”) są następujące:

  • praca w kilku standardach (układach) kanałów: Hitec, JR, Futaba/Sanwa, MPX,
  • 8 kanałów: 6 proporcjonalnych, 2 trójstanowe,
  • pamięć 9 modeli,
  • wybór usterzenia: klasyczne, motylek, delta,
  • dodatkowe miksery: m.i. klapolotki, wysokość z gazem, wysokość z klapami,
  • funkcje D/R i Expo,
  • rewersy, trymery, ustawianie min/max wychyleń,
  • timer pracujący w kilku trybach wyzwalania,
  • ustawiany alarm baterii,
  • kalibracja drążków,
  • monitor kanałów,
  • bardzo łatwa obsługa menu w języku polskim,
  • możliwość aktualizacji „firmware” przez złącze ISP.

 

Jednym słowem jest to pełnowartościowy nadajnik. Na pewno ustępuje w pewnych obszarach drogiemu sprzętowi renomowanych producentów, ale tego rodzaju konkurencja nie była celem projektu. Natomiast w porównaniu do popularnego sprzętu „low-cost”, oferowanego przez chińskich producentów, wypada zdecydowanie korzystnie. Używałem go przez jeden sezon z kilkoma modelami i nie przysporzył w tym czasie żadnych problemów. Szczególnie poręczny okazał się w przypadku wiatrakowców, tu trzeba czasem podbiec dla rozkręcenia wirnika, a czynność ta z nadajnikiem pulpitowym i długa anteną 35Mhz w praktyce jest niemożliwa.

Na koniec pozostawiłem odpowiedź na pytanie - czy warto było się zabierać za taki projekt? Przyznam szczerze, że gdybym miał wszystko budować od podstaw, byłoby to dla mnie zbyt duże wyzwanie. Ale w wariancie poskładania „klocków” okazało się to całkiem ciekawym doświadczeniem. Końcowy efekt wiąże się ze sporą satysfakcją - wszystko działa jak należy, sprzęt sprawdza się w terenie, a od strony estetycznej również nie wygląda jakby był zrobiony przy pomocy młotka i sznurka. Adamowi i Zbigowi należą się podziękowania za udostępnienie projektu, Wojtkowi O. za wstępny montaż elementów.

Publikowane tutaj materiały i zdjęcia stanowią własność ich autorów, nie mogą być kopiowane oraz wykorzystywane bez ich zgody.
Strona niekomercyjna.