Polish Afrikaans Albanian Arabic Armenian Azerbaijani Basque Belarusian Bulgarian Catalan Chinese (Simplified) Chinese (Traditional) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Filipino Finnish French Georgian German Greek Hebrew Hindi Hungarian Icelandic Indonesian Irish Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Macedonian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Slovak Slovenian Spanish Swahili Swedish Turkish Ukrainian Vietnamese Welsh

OSDonate

Podoba Ci się nasza strona? Postaw nam piwo! :)

Kwota

Jedno z podstawowych narzędzi w warsztacie modelarza to pilniki miniaturowe, tzw. „iglaki”, uniwersalne narzędzie wykonane ze specjalistycznej stali, wykorzystywane do obróbki różnych materiałów, wszędzie tam, gdzie potrzebujemy dopiłować drobne detale, powiększyć i precyzyjnie dopasować okrągłe otwory, a także wypiłować podłużne szczeliny.

Przykładem jest zestaw, którego używam od od bardzo dawna , zakupiony jeszcze w latach 70-tych. Etui się już rozpada, ale same pilniki (długość ok. 140mm) są w bardzo dobrym stanie, nadal bardzo ostre. Mimo że zostały wyprodukowane w „niesłusznych” czasach (nawiasem mówiąc na tamte warunki nie były tanie), to ich jakość jest znacznie lepsza, niż popularnych obecnie pilników chińskich, dostępnych wszędzie i kupowanych za grosze.

Od kilku lat w sprzedaży pojawiają się pilniki tzw. „diamentowe” (wytwarzane w Chinach), przykładowy zestaw w rozmiarze 140mm jest pokazany na zdjęciach. Pilniki oczywiście nie są wykonane z diamentu, tylko ze stali pokrytej w części roboczej drobinami (pyłem) przemysłowych syntetycznych diamentów, klejonymi do powierzchni roboczej specjalnym klejem. Trudno oczywiście powiedzieć ile materiału ściernego stanowi diament, a ile inne twarde dodatki ścierne, na ten temat nie widziałem nigdy informacji w opisie narzędzi. Rzadko podawana jest również ziarnistość, a to - tak jak w przypadku papieru ściernego - stanowi ważną informację. Jedyny zestaw, jaki wpadł mi w ręce, gdzie była podana ziarnistość, to ten na zdjęciach powyżej.

Mimo, że „iglaki” rozmiaru 140mm przez lata rozwiązywały większość moich potrzeb warsztatowych przy obróbce drobnych detali, to regularnie trafiały się operacje, kiedy taki pilnik był nadal za duży, przede wszystkim w przypadku otworów o średnicy mniejszej niż 2mm oraz szczelin węższych niż 1,3mm. Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy w sprzedaży (zestaw na zdjęciach pochodzi z Hobby King) pojawiły się jeszcze mniejsze rozmiary, o długości ok 100mm.

Na zdjęciu powyżej można porównać rozmiary narzędzi:

  • pozycje (1), (5) to tradycyjne („stare”) pilniki ze stali, długość ok 140 mm, długość części roboczej ok. 65mm, grubość pilnika płaskiego (1) - 1,3mm, praktyczna minimalna obrabiana średnica otworu okrągłego (5) to 2mm;
  • pozycje (2), (6) to pilniki „diamentowe”, długość ok 140 mm, długość części roboczej ok. 50mm, grubość pilnika płaskiego (2) - 1,5mm, praktyczna minimalna obrabiana średnica otworu okrągłego (6) to 1,5mm;
  • pozycje (4), (7) to pilniki „diamentowe mini”, długość ok 100 mm, długość części roboczej ok. 40mm, grubość pilnika płaskiego (4) - 1mm, praktyczna minimalna obrabiana średnica otworu okrągłego (7) to 1mm;
  • pozycja (3) to mój „biały kruk”, tradycyjny stalowy pilnik o grubości 0,8mm, trafiony w sklepie zaopatrzenia rzemiosła w latach 80-tych, jubilerzy i zegarmistrze zapewne mają swoje kanały zaopatrzenia w takie miniaturowe narzędzia wysokiej jakości, ja jednak ani wcześniej ani później już nie trafiłem w normalnych sklepach na takie precyzyjne pilniki.

Czy pilniki z posypką diamentową mogą zastąpić tradycyjne stalowe iglaki? Moim zdaniem nie. W praktyce okazuje się, że przy jednych materiałach znacznie lepszy jest pilnik stalowy, przy innych „diamentowy”. Mając tylko jeden zestaw oczywiście można sobie poradzić, przy czym, w takim wypadku dla mnie bardziej uniwersalne są stalowe. Da się nimi obrabiać praktycznie wszystkie popularne materiały (balasa, sklejka, laminaty, metale miękkie i stal), nie nadają się natomiast do ceramiki. Za to pilniki „diamentowe” wręcz idealnie nadają się do obróbki laminatów - tych (w sensie obróbki) twardszych (szklano-epoksydowe), jak i bardziej miękkich (węgiel), nadają się również do ceramiki. Warto tu wspomnieć o zasadach ostrożności. Okrągłe „diamentowe” mają bardzo ostre zakończenia (szczególnie ten mniejszy). Z jednej strony pozwala to na włożenie go w mniejszy otwór, z drugiej może być bardzo niebezpieczne. Mimo, że wiem jak to działa, regularnie zdarza mi się przy wypadnięciu pilnika z otworu boleśnie i głęboko zakłuć palce, którymi trzymam materiał. Bezpieczniej więc mocować go w imadle, natomiast nigdy nie należy podczas obróbki zbliżać twarzy do pilnika.

„Diamentowe” szczególnie polecam do przecinania profili i prętów węglowych. Zwykła piłka często powoduje poszarpanie (rozwarstwienie) włókien i pękanie profilu, z kolei cięcie multiszlifierką przy pomocy tarczy, powoduje groźne dla zdrowia rozpylenie drobin węgla w powietrzu i zdecydowanie nie powinno się tego robić bez maski. Użycie pilnika „diamentowego” o przekroju klinowym (nożowym) pozwala na szybkie i bezproblemowe przecięcie profilu, a pył z obróbki opada na boki i nie trafia w powietrze. Wystarczy potem zwinąć kartkę (podkładkę) i wyrzucić. Bardzo polecam tę metodę, nawet wyłącznie z tego powodu warto „zainwestować” w takie pilniki.

Warto wspomnieć, że są również dostępne „diamentowe” wersje pilników okrągłych, do stosowania z multiszifierkami (średnica trzpienia 3,2mm). Mój zestaw był bardzo tani i adekwatnie do ceny nie jest wiele wart. O ile w przypadku laminatu jako tako zbiera materiał, to przy szlifowaniu metali efekty są bardzo słabe, co więcej - po kontakcie ze stalą, widać na trzpieniu miejsca, gdzie odpadł materiał ścierny. W przypadku tego narzędzia nawet porównanie przez dotyk powierzchni roboczej z którymś z wcześniej opisanych zestawów, mówi wiele o ich jakości - pilniki są wyraźnie szorstkie, natomiast trzpienie są bardziej śliskie, czuć nierówności, ale nie ma się wrażenia „ostrości”. Producent raczej nastawił się na efekt wizualny niż na efektywność powierzchni ściernej. Tym niemniej nawet w tym przypadku od czasu do czasu trafi się jakaś sytuacja, w której nie ma miejsca na użycie pilnika płaskiego i można sobie pomóc tylko trzpieniowym (mnie się np. przydały przy rozbieraniu silników z napędów CD).

Publikowane tutaj materiały i zdjęcia stanowią własność ich autorów, nie mogą być kopiowane oraz wykorzystywane bez ich zgody.
Strona niekomercyjna.