Polish Afrikaans Albanian Arabic Armenian Azerbaijani Basque Belarusian Bulgarian Catalan Chinese (Simplified) Chinese (Traditional) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Filipino Finnish French Georgian German Greek Hebrew Hindi Hungarian Icelandic Indonesian Irish Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Macedonian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Slovak Slovenian Spanish Swahili Swedish Turkish Ukrainian Vietnamese Welsh

pozyczka online

OSDonate

Podoba Ci się nasza strona? Postaw nam piwo! :)

Kwota:

Jak wiadomo silnik parowy do pracy potrzebuje źródła pary pod ciśnieniem. Jest sporo wariantów budowy kociołka parowego, różniących się tak technologią wykonania jak i złożonością konstrukcji. Kiedy budowałem swój silnik, to żeby nie przeciągać projektu (który jak to u mnie i tak przeciągnął się sam z siebie) zdecydowałem się na najprostszy wariant z wykorzystaniem puszek po konserwach.

Jako podstawowy materiał posłużyły mi puszki o pojemności 0,5l po mleku zagęszczonym, wykonane z gładkiej blachy stalowej, jednostronnie pocynowanej. Niestety nie wiem czy tego rodzaju puszki są jeszcze produkowane, budowa miała miejsce sporo lat temu. Nadal wprawdzie kupujemy takie samo mleko, ale już w puszkach karbowanych. Sądzę, że na sam kociołek nadaje się również karbowana, natomiast na elementy podstawy oraz komin potrzebna jest blacha gładka. Trzeba byłoby się rozejrzeć za odpowiednim materiałem, ew. użyć cienkiej blachy mosiężnej, dostępnej w arkuszach. Na fotce pokazałem puszki z odciętym dnem, one posłużyły mi do pozyskania płaskich arkuszy blachy na podstawę i komin, na sam kocioł puszka oczywiście nie była demontowana. Po wywierceniu 2 otworów (jeden na wylot pary, drugi na wlew wody) została odstawiona na dłuższy czas w takim położeniu, aby zawartość wyciekła samoczynnie, a potem jeszcze była kilkakrotnie przepłukana gorącą wodą z detergentem.

Wylot pary, to wlutowana z boku rurka mosiężna 3mm (a dokładniej „rurka w rurce”), natomiast wlew wody to wlutowana od góry tulejka mosiężna z nagwintowanym otworem wewnętrznym. Kwestia lutowania będzie poruszona dalej. Na zdjęciach widać prowizoryczne boczki, przylutowane tymczasowo i pozwalające umieścić kociołek na małej kuchence turystycznej, przystosowanej do paliwa tabletkowego. To rozwiązanie pozwoliło na przeprowadzenie pierwszych prób „pod parą” i ocenę, czy jest on w stanie napędzać mój silnik. Ponieważ próby wypadły pomyślnie, to dorobiłem następnie podstawę oraz wylot spalin.

Z płaskich (rozwiniętych) arkuszy blachy wygiąłem podstawę (palenisko) w kształcie litery U, w której na spodzie zostały wykonane dodatkowe nacięcia, umożliwiające odgięcie na bok 4 nóżek. Służą one do ew. mocowania podstawy do podłoża (tworząc jednocześnie 4 dodakowe wloty powietrza) i są wygięte w taki sposób, aby dało się w nie włożyć 2 paski laminatu PCB, które izolują podłoże od temperatury paleniska. Z mniejszych kawałków blachy zostało wykonane zamknięcie paleniska oraz podstawa komina. W tym miejscu chciałbym poruszyć temat lutowania. Jak widać na zdjęciach połączenia były robione przy pomocy popularnego lutu miękkiego (elektronicznego). To nie jest zalecana metoda w przypadku normalnych kotłów parowych – lut miękki ma za niską temperaturę topnienia (w kontekście otwartego płomienia w palenisku), a także za niską wytrzymałość (w kontekście ciśnienia w kotle). Tym niemniej w przypadku kociołka z puszki odpowiednio zastosowany miękki lut się sprawdza. Zakładamy że kociołek będzie podgrzewany, kiedy w środku jest woda. Nawet po uwzględnieniu zwiększonego ciśnienia jej temperatura nie powinna znacznie przekraczać 100 stopni, podczas, gdy temperatura topnienia lutu cynowo-ołowianego jest powyżej 250 stopni (mięknie oczywiście wcześniej). Tak więc tam gdzie woda ma kontakt z blachą nie powinno być problemu, natomiast w tych miejscach, gdzie w kociołku może się pojawić wyższa temperatura, związana z płomieniem czy spalinami, lutowanie jest tylko pomocnicze, a zasadnicze połączenia robiłem „na zakładkę”. Będzie to pokazane w przypadku komina. Co do ciśnienia, to wiemy, że przegrzana para pod dużym ciśnieniem może wprawdzie osiągać temperatury znacznie przekraczające 100 stopni C, ale temu kociołkowi to nie grozi, ze względu na fabryczną konstrukcję (zagniatane denka). Jest to sprzęt niskociśnieniowy, przy dużym ciśnieniu, puszka po prostu się rozszczelni w okolicy denka.

Komin jest wykonany ze zwiniętego na kawałku grubościennej rurki metalowej fi 30mm prostokąta blachy, w którym na jednej krawędzi są wypustki (A), a po przeciwnej stronie szczeliny, w które wchodzą te wypustki. Podczas zwijania blachy wypustkę przekładamy przez szczelinę, zaginamy i zaklepujemy. W dolnej części komina robimy ponadto kilka nacięć, przed jego wsunięciem w otwór podstawy, wyginamy pod kątem prostym elementy (B), wsuwamy komin do oporu i następnie od dołu blokujemy go w tym położeniu wyginając elementy (C). Ja dodatkowo nałożyłem wprawdzie trochę lutu po obwodzie, ale nawet po przebarwieniach na zdjęciach widać, że sam lut może nie trzymać komina, temperatura w tym miejscu jest za wysoka.

Ostatnim elementem jest „taca” na palnik lub paliwo, która stanowi jednocześnie zamknięcie komory spalania od strony komina. Widoczny obok podłużny pojemnik, to zbiornik na paliwo żelowe. (o palnikach i paliwach zamierzam napisać więcej przy innej okazji).

Tak prezentuje się kociołek gotowy do użycia. Para jest doprowadzona do silnika za pomocą typowej modelarskiej rurki paliwowej z silikonu. Przy niezbyt dużym ciśnieniu to dobre rozwiązanie, bo rurka jest odporna na temperaturę, elastyczna i łatwo ją zamontować na króćce średnicy 3mm. Stanowi ona jednocześnie coś w rodzaju zaworu bezpieczeństwa, przy dużym wzroście ciśnienia będzie się rozszerzać i w końcu ciśnienie powinno ściągnąć ją z króćca. To rozwiązanie raczej nie nadaje się, kiedy silnik wymaga bardzo dużego ciśnienia pary, ale w moim przypadku sprawdza się bardzo dobrze.

Kociołek napełniam wodą poprzez nagwintowany wlew. Jego średnica to 5mm, więc konieczne było zrobienie mini lejka, bo przy nalewaniu więcej wody trafiałoby poza kociołek niż do środka. Lejek wyszedł mi trochę za bardzo "mini”, i nawet z nim muszę uważać aby nie narozlewać. Wodę oczywiście zagotowuję wcześniej w czajniku, doprowadzanie do wrzenia zimnej w kociołku trwałoby za długo i wymagało uzupełniania paliwa. Po zakręceniu wlewu śrubą z „nierdzewki” (z teflonową uszczelką) można rozpalać ogień.

Podczas któregoś z testów zmierzyłem (w czasie kiedy kociołek był „pod parą”) temperaturę w kilku punktach (liczby na fotce to stopnie Celsjusza). Sam miernik (modelarski termometr bezdotykowy) zapewne nie jest bardzo dokładny, ale z grubsza widać jak rozkładają się temperatury i które miejsca mogą być wrażliwe w kontekście połączeń z użyciem lutowania miękkiego.

Kociołka z puszki na pewno nie można wystawić do „konkursu piękności” wraz z bardziej wyrafinowanymi „prawdziwymi” modelarskimi konstrukcjami kotłów. Tym niemniej spełnia on bardzo dobrze swoje zadanie i jest przy tym bezpieczny. Przyznam jednocześnie, ze robiłem już kilka razy podejście do bardziej zaawansowanych konstrukcji, z wykorzystaniem lutowania twardego wysokotemperaturowym palnikiem i sprawa nie jest taka prosta jakby się mogło wydawać. W każdym razie jak dotąd nie mam się czym pochwalić w tym zakresie.

Na zakończenie chciałbym pokazać unikalną zdobycz, którą udało mi się przypadkowo zakupić na aukcji internetowej, w czasie kiedy rozglądałem się za jakimś źródłem pary (jeszcze zanim zbudowałem kociołek z puszki). Urządzenie pochodzi z czasów PRL, a sprzedający sam nie bardzo wiedział do czego służy, poza tym, że wytwarza parę. Ja też (już po zakupie) przez pewien czas nie wiedziałem o co chodzi, szczególnie, że nie było dołączonych akcesoriów, ale z czasem doszedłem do wniosku, że to wyposażenie gabinetu kosmetycznego służące do zabiegów związanych z cerą. W każdym razie idealnie nadaje się do testów w warunkach domowych, jest wyposażone w grzałkę elektryczną 220V/150W oraz rurkę wodowskazową. Przy użyciu zewnętrznego regulatora typu „ściemniacz” można kontrolować intensywność wytwarzania pary, a wlew jest dość szeroki i wyposażony w zawór bezpieczeństwa.. Wystarczyło tylko przyciąć trochę rurkę wylotu pary, wlutować „przejściówkę” zakończoną króćcem 3mm i urządzenie było gotowe do pracy.

UWAGA! Kotły parowe (nawet w wersji modelarskiej), to urządzenia wysokociśnieniowe, które mogą być groźne dla zdrowia a nawet życia. W żadnym wypadku nie można bagatelizować tej kwestii. Muszą być wyposażone w ciśnieniowe zawory bezpieczeństwa lub ich konstrukcja powinna zapewniać możliwość samoczynnego (bezpiecznego) rozszczelnienia, gdyby doszło do nadmiernego wzrostu ciśnienia w instalacji.

 

Publikowane tutaj materiały i zdjęcia stanowią własność ich autorów, nie mogą być kopiowane oraz wykorzystywane bez ich zgody.
Strona niekomercyjna.